Beata Dyczewska

Jak skonstruować gablotę, gdy nie ma miejsca na wolierę

Skąd pomysł?

Mam fioła na punkcie zwierząt, a szczególnie ptaków (na dzień dzisiejszy - 9 dorosłych osobników różnych gatunków i 4 młode), gadów (3 jaszczurki - anolisy zielone) oraz ryb (akwarium mieszane 60 litrów). Mam też 3 małych dzieci, męża i tylko 60 metrów kwadratowych mieszkania, a gdzieś to wszystko musi się zwyczajnie mieścić…

Mimo iż, dbając o swój zwierzyniec, wypuszczam ptactwo na kilka godzin dziennie, to jednak posiadając na stanie 2 pary amadyn wspaniałych (obecnie już nawet z młodymi), 3 kanarki (również z młodzieżą) oraz parę łąkówek wspaniałych, potrzebowałam znaleźć rozwiązanie problemu gromadzącego się syfu (głównie łusek ziaren czy resztek mokrego jedzenia) i zapewnienia im dobrych dla nich i wygodnych dla mnie warunków. Dlatego po przejściu przez kilkanaście rodzajów klatek typowych dla naszych warunków mieszkalnych (miałam już chyba klatki wszystkich dostępnych w Polsce producentów…), zdecydowałam się na zabudowanie ostatniego wolnego miejsca pod sufitem o wystarczających wymiarach.

Jakie wymiary? Gdzie?

Oczywiście im większe tym lepsze… Po wielu negocjacjach w rodzinie znalazłam przestrzeń o wysokości ok. 160 cm oraz ok. 140 cm szerokości i ok. 40 cm głębokości. Wybór miejsca był dość istotny - takie, gdzie ptaki będą bezpiecznie się czuły (daleko od wejścia), w miejscu słonecznym, ale nie wystawionym bezpośrednio na działanie promieni przez większość dnia (moja gablota znajduje się pod kątem 90 stopni do okna) oraz wygodnym do ich obserwacji (zaraz przy moim biurku :)) i nie utrudniającym naszego codziennego życia - możliwość dostępu małych dzieci jest tu sporym kłopotem do rozwiązania. Niestety, moje środkowe dziecko w czasach klatkowych ściągałam wielokrotnie z szafki, dłubiące w ptasim żarciu...

Dobór przestrzeni w zależności od gatunku

Sama konstrukcja została podzielona na 4 niezależne komory dla oddzielnych par lub grup poligamicznych (jak w przypadku kanarków). Drobnica dzięki temu dostała przestrzeń o wysokości ok. 35 cm wysokości oraz długości i szerokości podanej wcześniej, zaś papugi otrzymały przestrzeń ok. 50 cm wysokości. Dzięki takiemu podziałowi i rozsądnemu rozmieszczeniu żerdzi każdy z gatunków otrzymał moim zdaniem minimalne warunki do przetrwania okresu chorobowego bez wypuszczania czy dłuższej absencji właściciela. Co nadal nie może zastąpic możliwości swobodnego lotu przez kilka godzin dziennie!!

Podział, konstrukcja i wykonanie

Każda półka po obu bokach ma wykonane nawierty z kratkami wentylacyjnymi. Jest to niezbędne do yapewnienia odpowiedniej cyrkulacji powietrza. Po jednej stronie otwory wentylacyjne umieszczone zostały u dołu, po drugiej zaś u góry w celu wytworzenia naturalnego ciągu.

Front gabloty został wyposażony w przeźroczystą pleksi z możliwością swodobnego wyjęcia w celu umycia. Mogłam to rozwiązać dwojako - albo głębszy frez, by móc szybkę wyjąć ruchem góra-dół - albo swobodny bok po jednej stronie wychodzący w kierunku pokoju. Wybrałam tą drugą opcję jako wygodniejszą. Pierwotnie pleksi miała być włożona w całosci (ok. 140 cm długości) jednak utrudniało to codzienny dostęp przy wymianie wody/ jedzenia. Zdecydowałam się podzielić ją na pół, co nie umniejszyło walorów estetycznych, a znacznie usprawniło prace porządkowe wewnątrz gabloty. Pleksi jeździ w jednym tylko frezie, by jak najmniej ująć głębokości wolierki.

Dlaczego pleksi a nie siatka?

Biorąc pod uwagę fakt, iż ptaki nie widzą szyb, przez co okna w mieszkaniach są dla nich bardzo niebezpieczne, część osób może się zdziwić przyjęciu takiego rozwiązania. Są jednak bardzo znaczące argumenty "za". Po pierwsze, cały nasz ptasi "śmietnik" zostaje w środku. To przy rocznym dziecku pełzającym czy łażącym po pokoju było bardzo istotne, bo w tym wieku wszystko co znajdzie, wkłada do buzi… Szyba jest dużo wygpdniejsza przy obserwacji ptaków. Ptaki przez pierwsze pół godziny od wpuszczenia oczywiście obijają się o szyby, ale należy pamietać o dwóch aspektach - 40 cm głębokości nijak nie da pola do rozpędzenia się i zrobienia sobie krzywdy przez ptaka oraz pactwo jest szalenie inteligentne - szybko chwyci, że próby wyważenia pleksi są bezsensowne i zacznie je "widzieć". Ptaki nie mają też możliwości zaczepienia się na siatce i zwichnięcia nogi. Jedynym "ale" jakie z praktyki wyłapałam - niestety, szybkę minimum raz w tygodniu należy umyć obustronnie. Ale to nie stanowi większego problemu.

Wyposażenie gabloty

Wolierkę wykonaliśmy z białej płyty meblowej. Ma to swoje zalety - estetyczne zwłaszcza - ale poważną wadą jest puchnięcie wiórówki w przypadku dostania się wody pod laminat, o co w przypadku ptaków nie trudno. Choć przy dobrej pielęgnacji gablota może zachować wygląd przez długi czas.

Każde z pomieszczeń zostało wyposażone w:
- higrometr do mierzenia wilgotności,
- termometr,
- promiennik podczerwieni w oprawce ceramicznej,
- długą gałąź z bezpiecznego drzewa, zawieszoną na metalowych łańcuchach, zapewniających minimalny ruch żerdzi zbliżony do zachowań drzew na wietrze,
- listwę diodową do oświetlenia dziennego,
- naturalną zieleń w postaci doniczki z męczennicą - jadalnym i wartościowym elementem,
- zestaw karmideł.

Niezależny pomiar temperatury i wilgotności szalenie mnie zadziwił, ponieważ okazuje się, że wartości te na każdej z półek bywają bardzo różne! Każdy promiennik posiada oddzielny włącznik, dzięki czemu mogę pogrzewać jedynie wybrane ptaki. Listwa diodowa dała ładne, równomierne dzienne światło (ważne by wybrać kolor światła ciepły biały), a przy tym jest bardzo energooszczędna :)

Montaż

Poniżej galeria zdjęć z samego montażu gabloty. Zdjęcia ustawione zostały chronologicznie, dla zachowania przejrzystości :)

Montowanie konstrukcji meblowej




Wydzielanie przestrzeni na zasilacz dla listwy diodowej oraz okablowanie






Korytko na umieszczenie na listwę diodową oraz otwory wentylacyjne




Montaż zasilacza oświetlenia




Listwa diodowa i frez na pleksi




Prace z elektryką




Oprawki do promienników




Test oświetlenia (wolierka montowana była do góry nogami z racji wygody)






Przymiarka w docelowym miejscu




Efekt koncowy




Moje biurko :)




Koszty

Dużo osób mnie o to pyta, dlatego od razu podam szacunkowy koszt, jaki mi wyszedł:
- zamówione u stolarza formatki meblowe z nawierconymi wszystkimi wentylatorami i frezami pod pleksi - 450 złotych;
- listwy diodowe - ok. 120 złotych;
- zasilacz do oświetlenia - ok. 100-150 złotych;
- promienniki wraz z oprawkami - ok. 120 złotych;
- wkręty i łańcuchy - ok. 50 złotych;
- pleksi - ok. 300 złotych;
- higrometry i termometry - ok. 150 złotych;
- karmidła - ok. 100 złotych;
- włączniki, kable i inna elektryka drobna - ok. 100 złotych.
Łącznie ok. 1500 złotych. Przy czym montaż, planowanie i końcowe wykonanie własne kilkanaście godzin :)

Na koniec kilka słów z praktyki

Jak widać na zdjęciach końcowych, gablota jest na ścianie narożnej. Niestety, jest to także ściana narożna mojego bloku i po kilku miesiącach użytkowania, w grudniu w trakcie mrozów pojawił się problem z przechładzaniem i na moje nieszczęście także grzybieniem tego narożnika. Pleśń pojawiła się w kilku punktach lewego rogu w głębi na półce kanarków i papug (bo tam najwyżej zbiera się wilgoć). Prostym i w sumie niedrogim rozwiązaniem tego problemu okazało się kupienie kabla grzewczego o mocy 80 Wat i długości 8 metrów (koszt ok. 55 złotych), by zamontować go od tyłu gabloty. Pozwoliło to ogrzać wyziębiony róg i nie musiałam dogrzewać dłużej ptaków promiennikami oraz zredukowało skraplanie się wilgoci między gablotą a ścianą.

Ptaki po pewnym czasie nauczyły się, że otwarcie pleksi = wolność i wypuszczanie na loty oraz powroty odbywają się bardzo sprawnie. Nie zdarza się już praktycznie, by ktorekolwiek rozbijało się podczas startu czy lądowania na wolierce ;)




Wszystkie zdjęcia autorki




Powrót do strony głównej